Felix
Baumgartner to człowiek, który w ostatnim czasie zaimponował mi i zapewne
wielu osobom na świecie. Niektórzy uważają go za wariata inni za idola. Dokonał
on czegoś niezwykłego, niespotykanego, wzniósł się balonem na wysokość powyżej
39 km i wykonał skok. W stratosferze, w której się znajdował
panuje bardzo niskie ciśnienie i warunki, w których człowiek nie jest
w stanie przeżyć. Do statku, którym wyruszył Austriak zamontowano wiele
kamer, a dzięki nim można było go śledzić i lepiej przyswoić sobie zaistniałą
sytuację. Felix był ubrany w specjalny kombinezon z zapasem tlenu,
który był dobrze zabezpieczony na każdą ewentualność. Jednak zanim wykonał
przełomowy wyskok musiał się dobrze przygotować. Posłużyły mu do tego komendy wydawane
przez jednego z kierujących akcją. Baumgartner
stał przed odważną decyzją w swoim życiu „skoczyć czy nie skoczyć”? Nie zawahał
się i opuścił natychmiast kapsułę. Spadał z ogromną prędkością
w pewnym momencie przebił nawet prędkość światła, bez pomocy żadnych urządzeń
mechanicznych. Drogę 39 km pokonał w 4 minuty 22 sekundy i szczęśliwie
wylądował na wschodzie stanu Nowy Meksyk w USA. Wielką radość rodziny
skoczka mógł zaobserwować każdy widz, który cierpliwie śledził jego poczynania
w telewizji czy intrenecie. Odnotowano bardzo dużą oglądalność i zainteresowanie
wyczynem Baumgartnera. Austriak ustanowił rekord najwyższego załogowego lotu
balonem oraz o około 8 km pobił rekord skoku ze spadochronem z największej
wysokości. Satysfakcja a zarazem szok, który przeżył mężczyzna musiał być
wielki i nie do opisania, bo kto w dzisiejszym świecie jest gotów postawić
wszystko na jedną kartę i dążyć do tak niebezpiecznych zamiarów, jakie obrał
sobie Felix. Wydarzenie to na pewno wywołało sporo kontrowersji wśród ludzi,
a ja po prostu jestem pełna podziwu dla Baumgartnera za to, że mimo trudności
dąży do swoich celów życiowych.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz