piątek, 7 grudnia 2012

Zwycięstwo jest, na awans trzeba poczekać.


Półtorej godziny z prysznicem - dokładnie tyle czasu zajęło Zaksie Kędzierzyn Koźle pokonanie serbskiej Crveny Zvezda. Piąta kolejka ligi mistrzów minęła bez niespodzianek, ale chociaż Zaksa była faworytem spotkania momentami kibice mogli poczuć dreszczyk emocji. Pierwszą partię Zaksa rozpoczęła w, od niedawana, podstawowym składzie. Nadal kontuzje leczy Zagumny więc na rozegraniu zagrał Pilarz po przekątnej z nim wystąpił Rouzier, na przyjęciu wyszedł Ruciak i Kapelus, a środek wypełnił Gladry z Możdzonkiem. Mimo gotowości do gry na boisko nie wyszedł Fonteles, który do niedawana leczył ścięgno Achillesa, Wiśniewski, u którego po urazie łydki nie widać już prawie śladu i Gacek, któremu dwa tygodnie temu zdjęto szwy. Można jednak powiedzieć, że zmiennicy godnie zastąpili ”pierwsza szóstkę”. Początek pierwszego seta nie obył się jednak bez nerwów. Po wyrównanym początku w Zaksie osłabiło się przyjęcie, a zagrywkę wzmocnili przeciwnicy. Przyjęcie w okolice 5 metra uniemożliwiło przeprowadzenie skutecznej pierwszej akcji i drużyna z Kędzierzyna przegrywała 12:9. Dopiero kiedy po drugiej przerwie technicznej na zagrywkę udał się Rouzier, w Zaksie coś zaskoczyło. Dwa asy i dwie wykorzystane przez Gladyra piłki przechodzące dały polskiej drużynie prowadzenie 19:18. Zgromadzeni w Hali Azoty kibice wiedzieli, że końcówka nie będzie łatwa i mieli racje. Prawie do końca partii trwałą walka punkt za punkt. Dopiero po najdłuższej akcji seta atak skończył Rouzier i Zaksa wygrywała 1:0. Druga odsłona miała przebieg podobny do pierwszej. Szybko przewagę osiągnęli goście, a w Zaksie znowu brakowało dobrego przyjęcia i serbscy zawodnicy prowadzili 7:3. Dopiero as Kapelusa pozwolił Kędzierzynianom uwierzyć w swoje siły. Dobre rozegranie Pilarza sprawiło, że coraz więcej piłek na czysto wchodziło w boisko. Do dobrej ofensywy doszła też świetna gra blokiem i Zaksa wyszła na prowadzenie 16:13. Po nieudanym początku końcówka partii już całkowicie zależała do Kędzierzynian. Zbyt dużo błędów przeciwników, a także niesamowite obrony i kontry, podwyższyły przewagę opolskiego zespołu do 5 oczek i nie było już siły, która wydarłaby im zwycięstwo w drugim secie. Trzecia partia to już występ jednego aktora. Rozpoczęło się od dwóch szczelnych bloków Możdżonka i Rouziera, potem na zagrywkę udał się Ruciak i przy jego serwach Zaksa powiększyła prowadzenie do pięciu punktów 10:5. Nawet czas nie pomógł drużynie z Serbii, a goście zorientowali się, że gościnność już dawno się skończyła. Nadchodziło nieuchronne i jedynym wyjściem dla drużyny z Belgradu było przeczekanie do końca meczu. Zaksa jednak dalej zwiększała swoja przewagę (16:7). Niestety nie dało się już ukryć różnicy klas, jakie dzielą oba zespoły. Drużyna z Belgradu zupełnie zgubiła swoją grę i popełniali co raz więcej błędów, co sprawiło, że cale widowisko straciło na wrażeniu. Było już jasne, że mecz zakończy się trzech setach i Kędzierzyński zespół nadal będzie się liczył w europejskim pucharze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz