Zapytana ostatnio na języku polskim w jakiej epoce chciałabym
żyć bez namysłu odpowiedziałam, że w renesansie, ale dopiero później zaczęłam
się nad tym głębiej zastanawiać. Z czasów średniowiecza nie mamy zbyt wiele
informacji o bytowaniu niewiast, co odzwierciedla, ich ówczesną sytuację. Głową
rodziny był ojciec, któremu wszyscy musieli się podporządkować; miał on pełną
władzę, reprezentował rodzinę, dziedziczył ziemię. Zatem, jakie w tym wszystkim
było miejsce kobiety? Żona miała rodzić dzieci i dbać o gospodarstwo domowe.
Gdy jakakolwiek kobieta nie dostosowywała się do panujących zwyczajów uznawano
ją za szaloną lub opętaną, czego doskonałym przykładem jest Joanna D’Arc. Kobieta,
która przyczyniła się do zwycięstwa Francji została skazana na śmierć,
właściwie tylko ze względu na swoją płeć, gdyby była mężczyzną stałaby się
narodowym bohaterem. Chociaż, moim zdaniem rodząc się facetem nie osiągnęłaby
tak wiele. Także w kolejnej epoce, która uchodzi za dosyć postępową, kobiety
nie miały racji bytu. Do grona humanistów zaliczamy jedynie mężczyzn, chociaż
istnieją teorie spiskowe mówiące o tym, że da Vinci był… kobietą! W kolejnych
wiekach płeć piękna miała jedynie inspirować twórców; szalenie nudne było życie
kobiet w historii! Zdominowane przez, często władczych i mniej inteligentnych,
partnerów żyły jakby poza życiem, bez prawa głosu. Nadal intelekt kobiet nie
był doceniany. Można tu przywołać najwybitniejszego naukowca Polski Marię
Skłodowską Curie, tylko i wyłącznie dzięki swojej determinacji i wierze we
własne możliwości osiągnęła tak wielki sukces i otrzymała Nagrodę Nobla. Prawdziwy
bunt kobiecości widzimy dopiero przed I wojną światową. Wiadomo, po tysiącach
lat zniewag i pomijania coś musiało w końcu pęknąć. Do głosu doszły sufrażystki domagające
się praw politycznych; zaskakiwały metodami walki: przywiązywanie się
łańcuchami do ogrodzeń, podpalanie skrzynek pocztowych lub wybijanie szyb, tym
zwróciły na siebie uwagę; swoją drogą ciekawe, czy współczesne feministki
miałyby na tyle odwagi. W końcu wtedy naprawdę należało o coś walczyć; nie tak
jak obecnie, gdy mamy wszystko, ale ciągle nam mało. Punkt widzenia na
możliwości kobiet zmienił się dopiero w czasie I wojny światowej, kiedy
zabrakło mężczyzn do pracy musiały ich zastąpić niewiasty. A jak jest teraz?
Mamy XXI wiek i czy, aby na pewno mężczyźni i kobiety są traktowani tak samo? Każdy
z nas znajdzie drobne przejawy dyskryminacji, przykładem może być błahe ogłoszenie,
które pojawiło się w jednym z opolskich sklepów. Pracodawca zaznaczył dość
jasno, że poszukuje wyłącznie mężczyzn, chociaż kobiety również sprawdziłyby
się na tym stanowisku. Jednak, drogie panie, powiedzmy sobie szczerze, mamy
największe prawa w historii świata, a każde krzywe spojrzenie faceta możemy
podciągnąć pod dyskryminację! Że też nie pchamy się do pracy w kopalni! Moim
zdaniem jednak każda z nas tęskni za tym, co dawno minęło, za traktowaniem nas jak
damy, mimo tego, że tak bardzo chcemy upodobnić się do mężczyzn i być
niezależne, lubimy, gdy płeć brzydsza ustępuje nam miejsca w zatłoczonym
autobusie, przepuszcza nas w drzwiach, czy też tacha nasze ogromne siaty z
zakupami. Także, moje drogie, równouprawnienie – TAK! Ale z głową! :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz