Ostatnio w mediach
dużo mówi się o Mai Włoszczowskiej- polskiej zawodniczce kolarstwa
górskiego. Wicemistrzyni olimpijska z Pekinu oraz wielokrotna mistrzyni
Europy i Polski była naszą faworytką ubiegającą się o zwycięstwo na
igrzyskach. Przygotowania na olimpiadę odbywały się na zgrupowaniu we włoskim
Livigno. Sportsmenka podczas jednego z treningów straciła panowanie nad
rowerem i doznała bolesnego urazu. Ciężkie zwichnięcie stawu skokowego
oraz złamanie jednej z kości śródstopia to pierwsza diagnoza, która
nadeszła z włoskiego szpitala gdzie znajduje się Włoszczowska. Przyczyną
kontuzji, której doświadczyła pretendentka do medalu olimpijskiego był
nieszczęśliwy upadek na jednym z zakrętów trasy treningowej. Żeby nie
przewrócić się z rowerem Maja zeskoczyła z pojazdu, ale
nieszczęśliwie podwinęła się jej nogą. Niewykluczone jest, że reprezentantka
Polski w kolarstwie mogła zerwać więzadła stawowe, a to
przekreśliłoby szanse na jej start w igrzyskach. Polka jednak jest
realistką i w jednym z wywiadów mówi, że bez względu na ból,
jeśli tylko otrzyma zgodę od lekarza i trenera na start w olimpiadzie to
na pewno pojawi się na początku trasy oraz będzie się starała ukończyć wyścig.
Najbardziej przykro jest jej jednak, że może zawieść swoich kibiców, ponieważ
sprawa wygląda nieciekawie. Wszystko zależy teraz od wyników tomografii
sportsmenki. Myślę, że wszyscy mają nadzieje na dobre rozwiązanie sprawy.
Szkoda, żeby tak wybitna reprezentantka Polski nie zdołała wystąpić na
igrzyskach.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz