W ostatnich dniach
słyszymy w mediach o śmierci 2,5-letniej Dominiki. Dziewczynka już
od końca stycznia chorowała i regularnie przyjmowała antybiotyki.
24 lutego rodzice zaobserwowali u dziecka pogorszenie stanu zdrowia i
osłabienie. Po czym pojechali do skierniewickiego szpitala, gdzie
lekarz oznajmił, że dziewczynka jest tylko przeziębiona i wysłał
zaniepokojonych rodziców z dzieckiem do domu. Następnego dnia stan
Dominiki pogorszył się jeszcze bardziej. Zaczęła wymiotować,
dostała dreszczy i biegunki. Około 22 rodzice dziecka zadzwonili na
pogotowie, jednak dyspozytor nie wysłał karetki, lecz doradził
rodzicom skontaktowanie się z lekarzem nocnej i świątecznej pomocy
medycznej. Matka po rozmowie z tym lekarzem usłyszała : "Mogę
przyjechać, ale to nie ma sensu. Wypiszę recepty, a pani ich i tak
w nocy nie wykupi. A dziecka do szpitala nie zabiorę".
Doradził tylko zbijać gorączkę zimnymi okładami i lekami. Po
drugiej w nocy dziecko miało 42 stopnie i znowu zaczęło mieć
odruchy wymiotne. Dziewczynka zaczynała tracić przytomność.
Matka po raz drugi zadzwoniła na pogotowie. Tym razem usłyszała,
że karetka zaraz przyjedzie. Po 20 minutach ratownicy byli na
miejscu i powiedzieli, że zabierają Dominikę do szpitala. Jednak
okazało się to niemożliwe, ponieważ padł akumulator w
ambulansie. Zanim przyjechała druga karetka dziewczynka przestała
oddychać. Od razu ją za intubowano i przewieziono do szpitala im.
M. Konopnickiej w Łodzi. Tam po próbach ratowania, Dominika zmarła.
Prof. Andrzej Piotrowski,
szef OIOM-u mówi : - Dziecko było w stanie krańcowo złym. W
naszym slangu na takie przypadki mówi się, że «są poza nami » .
Dominika była za intubowana i głęboko nieprzytomna. Z obrzękiem
mózgu tak silnym, że mózg się klinował w czaszce. Do tego
zapalenie mięśnia sercowego i wątroby. Badania potwierdziły grypę
typu B. Wydaje się, że to wszystko były jej powikłania. U małych
dzieci choroba potrafi przebiegać w tempie piorunującym.
Po tej tragedii Jerzy
Owsiak i jego żona, którzy są członkami zarządy Wielkiej
Orkiestry Świątecznej Pomocy zastawiają się czy dalsze pomaganie
szpitalom dziecięcym ma sens. Owsiak o historii Dominiki dowiedział
się od swojego kolegi lekarza - prof. Andrzej Piotrowskiego,
kierownika Kliniki Intensywnej Terapii i Anestezjologii szpitala im.
Konopnickiej. Ten mówi, że rodzice dziewczynki opiekowali się nią
perfekcyjnie. Była zadbana, czysta i dobrze odżywiona, tylko ma żal
do kolegów po fachu, którzy nie zainterweniowali w odpowiednim
czasie. Owsiakowie twierdzą, że nie jest to pierwsza sprawa gdzie
zawiedli ludzie. Jednak hasło Wielkiej Orkiestry Świątecznej
Pomocy brzmiało „Gramy do końca świata i jeszcze jeden dzień
dłużej”- miejmy nadzieję, że przez tą sprawę fundacja się
nie rozpadnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz