poniedziałek, 4 marca 2013

Po raz kolejny polskie służby ratunkowe zawiodły.

W ostatnich dniach słyszymy w mediach o śmierci 2,5-letniej Dominiki. Dziewczynka już od końca stycznia chorowała i regularnie przyjmowała antybiotyki. 24 lutego rodzice zaobserwowali u dziecka pogorszenie stanu zdrowia i osłabienie. Po czym pojechali do skierniewickiego szpitala, gdzie lekarz oznajmił, że dziewczynka jest tylko przeziębiona i wysłał zaniepokojonych rodziców z dzieckiem do domu. Następnego dnia stan Dominiki pogorszył się jeszcze bardziej. Zaczęła wymiotować, dostała dreszczy i biegunki. Około 22 rodzice dziecka zadzwonili na pogotowie, jednak dyspozytor nie wysłał karetki, lecz doradził rodzicom skontaktowanie się z lekarzem nocnej i świątecznej pomocy medycznej. Matka po rozmowie z tym lekarzem usłyszała : "Mogę przyjechać, ale to nie ma sensu. Wypiszę recepty, a pani ich i tak w nocy nie wykupi. A dziecka do szpitala nie zabiorę". Doradził tylko zbijać gorączkę zimnymi okładami i lekami. Po drugiej w nocy dziecko miało 42 stopnie i znowu zaczęło mieć odruchy wymiotne. Dziewczynka zaczynała tracić przytomność. Matka po raz drugi zadzwoniła na pogotowie. Tym razem usłyszała, że karetka zaraz przyjedzie. Po 20 minutach ratownicy byli na miejscu i powiedzieli, że zabierają Dominikę do szpitala. Jednak okazało się to niemożliwe, ponieważ padł akumulator w ambulansie. Zanim przyjechała druga karetka dziewczynka przestała oddychać. Od razu ją za intubowano i przewieziono do szpitala im. M. Konopnickiej w Łodzi. Tam po próbach ratowania, Dominika zmarła.

Prof. Andrzej Piotrowski, szef OIOM-u mówi : - Dziecko było w stanie krańcowo złym. W naszym slangu na takie przypadki mówi się, że «są poza nami » . Dominika była za intubowana i głęboko nieprzytomna. Z obrzękiem mózgu tak silnym, że mózg się klinował w czaszce. Do tego zapalenie mięśnia sercowego i wątroby. Badania potwierdziły grypę typu B. Wydaje się, że to wszystko były jej powikłania. U małych dzieci choroba potrafi przebiegać w tempie piorunującym.

Po tej tragedii Jerzy Owsiak i jego żona, którzy są członkami zarządy Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy zastawiają się czy dalsze pomaganie szpitalom dziecięcym ma sens. Owsiak o historii Dominiki dowiedział się od swojego kolegi lekarza - prof. Andrzej Piotrowskiego, kierownika Kliniki Intensywnej Terapii i Anestezjologii szpitala im. Konopnickiej. Ten mówi, że rodzice dziewczynki opiekowali się nią perfekcyjnie. Była zadbana, czysta i dobrze odżywiona, tylko ma żal do kolegów po fachu, którzy nie zainterweniowali w odpowiednim czasie. Owsiakowie twierdzą, że nie jest to pierwsza sprawa gdzie zawiedli ludzie. Jednak hasło Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy brzmiało „Gramy do końca świata i jeszcze jeden dzień dłużej”- miejmy nadzieję, że przez tą sprawę fundacja się nie rozpadnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz