sobota, 11 sierpnia 2012

12 godzin z życia turysty - relacja z lotniska w Marsa Alam

Ostatnio na kanale TVN24 pojawiła się informacja o tym, że na lotnisku w Marsa Alam w Egipcie grupa Beduinów przetrzymuje polskich turystów. Piszę tutaj żeby zdementować te fałszywe informacje. Miałam wątpliwe szczęście znaleźć się wtedy na miejscu owych wydarzeń.
O 00:15 wylądowaliśmy w Marsa Alam. Od załogi dostaliśmy informację, że musimy pozostać w samolocie, gdyż Beduini rozpoczęli strajk na rondzie przy wyjeździe z lotniska.  Po dwóch godzinach mogliśmy wejść na terminal. Nie pozwolono nam odebrać bagaży w razie gdybyśmy musieli szybko wracać do samolotu.
Przekazano nam informację, że Beduini chcą rozmawiać z jakimś przedstawicielem władz, który miał dotrzeć na miejsce z Hurgardy.
Godz. 5:30 - wciąż pozostawaliśmy na lotnisku bez konkretnych informacji. Dla naszego bezpieczeństwa nie mogliśmy wychodzić na dwór, a wyjść pilnowało wojsko. Pojawiły się obawy, jak ta sytuacja dalej się potoczy i czy nie odeślą nas z powrotem do domu. Lotnisko jednak nie funkcjonowało, a nasz samolot był jedynym, który pozostał na miejscu. Reszta maszyn oraz autobusów została przekierowana do Hurgardy.
O godz. 8:15 dotarły do nas informacje, że konflikt przybiera na sile. Polska ambasada nie może nic zadziałać, żeby nie prowokować niczego groźniejszego. Rzekomo czekaliśmy na negocjatora z Kairu, który jednak nie pojawił się. Niektórzy pasażerowie mający dostęp do Internetu zaczęli informować polskie media m.in. TVN24. Już po chwili zaczęliśmy dostawać SMSy od rodziny i znajomych z pytaniami. Okazało się , że TVN24 przekazał informacje o ataku Beduinów na lotnisko i porwaniu turystów. Tymczasem strajkujący zablokowali jedynie wyjazd z lotniska i domagali się dostępu do paliwa i większego udziału w zyskach z turystyki.
Załoga naszego samolotu wypoczywała... na twardych krzesłach, co oczywiście nie równa się warunkom hotelowym, w których powinni się znaleźć, żeby móc odbyć następny lot za niecałe 10 godzin.
Ok.godz.  9. dostaliśmy śniadanie w Costa Coffee. Następne informacje nie były zbyt optymistyczne. Polska ambasada kontaktowała się z przywódcami strajku, ale ci nie chcieli negocjować. Turyści, którzy mieli wylecieć z Marsa Alam do Polski utknęli w autobusach w drodze na lotnisko. Było to o tyle niepokojące, że nie wiadomo było, czy na środku pustyni nie grozi im jakieś niebezpieczeństwo. My byliśmy pilnowani przez wojsko.
Godz. 9:35 - odbyło się małe zebranie pasażerów, załogi oraz kierownika lotniska. Obiecano dostarczyć nam walizki i wyłączyć klimatyzację, od której wszyscy marzliśmy. Kilka minut później poinformowano nas, że dotarła policja z Hurgardy aby uciszyć strajk i odblokować wyjazd z lotniska.
Godzinę później czekaliśmy już tylko na bagaże i autobus do hotelu. Lotnisko znów zaczynało funkcjonować normalnie. Zaczynały się nasze wakacje.
Najedliśmy się trochę strachu, ale na szczęście niepotrzebnie. Cała nieprzyjemna przygoda pokazuje, że w Egipcie wciąż nie dzieje się dobrze. Oby to się zmieniło, bo już teraz turyści boją się tam podróżować, a przecież turystyka to największe źródło dochodów w tym pięknym, ale targanym biedą kraju.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz