Pełne ręce roboty ma Bartosz
Arłukowicz. Jak poinformowała rzecznik resortu minister zdrowia sam zajmie się
sprawą pięcioletniego chłopca ciężko rannego w wypadku. W sobotę do szpitala w
Gostyniu dziecko trafiło dużymi obrażeniami. Jego stan wymagał natychmiastowego
przewiezienia do Instytuty Pediatrii w Poznaniu. Jednak kiedy dyżurny pogotowia
wezwał pogotowie lotnicze, dwukrotnie odmówiono mu pomocy, zasłaniając się
przepisami. Dziecko trafiło do szpitala w Poznaniu po czterech godzinach.
Przeszło operację, a jego stan nadal określa się jako ciężki. Jak tłumaczy rzecznik
Lotniczego Pogotowia Ratunkowego Justyna Sochacka na przewiezienia chłopca
śmigłowcem nie pozwalał przepisy, które dopuszczały przewozu tylko z
udokumentowanych miejsc i lądowisk. Dziecka nie przewieziono tylko dlatego, że
w przypadku szpitala w Gostyniu takiego miejsca nie ma. Gdyby pogotowie
lotnicze wezwano na miejsce wypadku nie byłoby żadnego problemu, bo to pilot
zdecydowałaby gdzie wylądować. Według Sochachackiej Bartosz Arłukowicz otrzyma
pisemne oświadczenie od Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Mniej ugięta może być
Prokuratura Rejonowa w Gostyniu, która wszczęła postępowanie w związku z
podejrzeniem o narażenie życia dziecka. Rzecznik policji w Gostyniu ujawnia, że
na polecenie prokuratora zebrano już dokumentację medyczną poszkodowanego.
Planowane są również przesłuchania dyspozytora pogotowia, lekarza dyżurnego, a
także personel, który może mieć coś do powiedzenia w tej sprawie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz