niedziela, 12 sierpnia 2012

Minister żąda wyjaśnień.


Pełne ręce roboty ma Bartosz Arłukowicz. Jak poinformowała rzecznik resortu minister zdrowia sam zajmie się sprawą pięcioletniego chłopca ciężko rannego w wypadku. W sobotę do szpitala w Gostyniu dziecko trafiło dużymi obrażeniami. Jego stan wymagał natychmiastowego przewiezienia do Instytuty Pediatrii w Poznaniu. Jednak kiedy dyżurny pogotowia wezwał pogotowie lotnicze, dwukrotnie odmówiono mu pomocy, zasłaniając się przepisami. Dziecko trafiło do szpitala w Poznaniu po czterech godzinach. Przeszło operację, a jego stan nadal określa się jako ciężki. Jak tłumaczy rzecznik Lotniczego Pogotowia Ratunkowego Justyna Sochacka na przewiezienia chłopca śmigłowcem nie pozwalał przepisy, które dopuszczały przewozu tylko z udokumentowanych miejsc i lądowisk. Dziecka nie przewieziono tylko dlatego, że w przypadku szpitala w Gostyniu takiego miejsca nie ma. Gdyby pogotowie lotnicze wezwano na miejsce wypadku nie byłoby żadnego problemu, bo to pilot zdecydowałaby gdzie wylądować. Według Sochachackiej Bartosz Arłukowicz otrzyma pisemne oświadczenie od Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Mniej ugięta może być Prokuratura Rejonowa w Gostyniu, która wszczęła postępowanie w związku z podejrzeniem o narażenie życia dziecka. Rzecznik policji w Gostyniu ujawnia, że na polecenie prokuratora zebrano już dokumentację medyczną poszkodowanego. Planowane są również przesłuchania dyspozytora pogotowia, lekarza dyżurnego, a także personel, który może mieć coś do powiedzenia w tej sprawie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz